Pierwsze uwagi pani przedszkolanki z 30 letnim doświadczeniem. Okazuje się, że Weronika bawi się w przedszkolu w bycie w ciąży. Wkłada sobie pod bluzkę misie, lalki i udaje, że idzie do lekarza. Nie zdziwiło mnie to, bo w domu czasem osiąga wyższy poziom wtajemniczenia i zaczyna owe lalki rodzić ;) Pani w przedszkolu opowiedziała mi to dramatycznym tonem. Na początku mnie zatkało. Pomyślałam "ale w czym problem?". Wyjaśniłam więc pani jak potrafiłam najlepiej, że Wercia przeżywa to, że mama jest w ciąży, że czytamy różne książeczki przeznaczone dla dzieci, których tematem jest ciąża i najzwyczajniej w świecie interesuje ją ten temat. Pani jednak tego nie zrozumiała, bo stwierdziła, byśmy "uczulili dziecko, że w przedszkolu nie powinna się bawić w takie zabawy". Nie potrafię nawet skomentować tej sytuacji jakoś sensownie. Jestem oburzona i już.
Poza tym, pierwsza partia ciuszków dla synka już przygotowana, ale nic poza tym. A w sumie, czego mu więcej potrzeba? Ważne, żeby mleko było ;) W gruncie rzeczy pierwsze pół roku życia dziecka jest bardzo proste.
A to na dodatek ;)
piątek, 27 maja 2011
wtorek, 12 kwietnia 2011
Drugi tydzień remontu zaczął się od wywalenia starych futryn. A miała zostać. Od kilku dni przekopuję internet w poszukiwaniu ładnych lamp nad lustro. Wczoraj majster zapytał nas o kolor fug. Zamarłam. Myślałam, że wystarczy powiedzieć "jasne - ciemne", a tu się okazuje, że trzebaby jechać z płytkami i dobrać odpowiedni odcień. Nie mam na to ochoty. Mam chyba już przesyt informacji na tematy remontowe. Nie cierpię podejmować decyzji.
Wczoraj godzinne leżenie w szpitalu na ktg, bo na wizycie u lekarza okazało się, że serce małego zbyt wolno bije. Wczoraj wszystko było w porządku. Obsługiwała mnie położna, która przyjmowała poród Łucji. Zapamiętałam jędzę. Tak, jędzę.
Wczoraj godzinne leżenie w szpitalu na ktg, bo na wizycie u lekarza okazało się, że serce małego zbyt wolno bije. Wczoraj wszystko było w porządku. Obsługiwała mnie położna, która przyjmowała poród Łucji. Zapamiętałam jędzę. Tak, jędzę.
czwartek, 24 marca 2011
Lusia ma męczący katar, bo ząbkuje (dziwna zależność) i jest nie do zniesienia. Pomyślałam, że pomoże jej spacer. Strasznie wiało i możliwe, że przewiało Wercię, bo zasypiała mówiąc, że źle się czuje. Rano się okaże.
Przyleciały kaczki, ale raczej nie były zbyt głodne, bo nie rzuciły się na chlebek.
Wymyślam różne zabawy. Wczoraj zrobiłyśmy wreszcie węża z rolek po papierze toaletowym. Najwięcej frajdy sprawiło Werci malowanie tych rolek, a potem nawlekanie. Popsułam jej koncepcję i po nawleczeniu wszystkich części obcięłam sznurek, a ona przecież chciała prowadzać węża jak pieska (!) i nie było już tak fajnie. Dzisiaj wąż leżał smętnie na dywanie i nikt się nim nie zainteresował. Lusia mogłaby go choć troszkę pognieść albo obślinić. Ech. Taka zapłata za twórczość matki ;)
Wkładam zaległe zdjęcia do albumów i zastanawiam się, gdzie to moje życie. Niewiele pamiętam z tego, co działo się rok temu.
wtorek, 22 marca 2011
E tam! A jednak słomiany zapał! ;)
Zapomniałam, że mam bloga. Jak już coś chcę, to zmienia mi się koncepcja. Jak już mam w głowie słowa, to okoliczności dwójki dzieci i trzeciego w brzuchu nie są sprzyjające.
Ostatnie miesiące spędziliśmy na zwalczaniu przedszkolnych wirusów. Od września nigdzie razem nie wyjechaliśmy, co w naszym przypadku jest niezwykłe. I, choć zima już minęła, to ja wciąż czuję się zimowo - zaspana i ociężała. Czasem tylko dzieci mobilizują mnie do wyjścia z domu. Dobre i to.
Mąż wyjechany, mama przyjechała pomóc. Robi ruskie pierogi w ilości hurtowej. Czuję się jak dziecko :)
Zapomniałam, że mam bloga. Jak już coś chcę, to zmienia mi się koncepcja. Jak już mam w głowie słowa, to okoliczności dwójki dzieci i trzeciego w brzuchu nie są sprzyjające.
Ostatnie miesiące spędziliśmy na zwalczaniu przedszkolnych wirusów. Od września nigdzie razem nie wyjechaliśmy, co w naszym przypadku jest niezwykłe. I, choć zima już minęła, to ja wciąż czuję się zimowo - zaspana i ociężała. Czasem tylko dzieci mobilizują mnie do wyjścia z domu. Dobre i to.
Mąż wyjechany, mama przyjechała pomóc. Robi ruskie pierogi w ilości hurtowej. Czuję się jak dziecko :)
piątek, 22 października 2010
Adaptacja w przedszkolu przebiega bardzo powoli. Pierwszego dnia Weronika była tak zdezorientowana, że nie zauważyła, kiedy po nią przyszłam. Chyba zbyt dużo wrażeń na taką wrażliwość. Potem, z każdym dniem było coraz gorzej aż wreszcie Weronika odmówiła porannego ubierania się wpadając w mega histerię. Poszliśmy z nią na układ, że na razie będę ją odbierać przed leżakowaniem, bo tu tkwił główny problem. Codziennie mówiła: "już nigdy tu nie wrócę". Płakała rano i wieczorem, że nie chce iść do przedszkola. Do znudzenia męczyła mnie pytaniami czy po nią przyjdę. Byłam bliska rezygnacji, bo myślałam sobie, że Weronika nie jest gotowa, że to dla niej zbyt trudne, żeby może poczekać. Cieszyłam się jedynie wtedy, gdy słyszałam, jak sobie podśpiewuje piosenki o jeżyku, zajączkach albo jak zobaczyłam jej pokolorowane liście dębu na przedszkolnej wystawce :)
Dzisiaj Weronika pierwszy raz dała się namówić na leżakowanie, ale "z lalą i koło Jacusia". Ciekawe, co z tego będzie.
Nie jest to przedszkole naszych marzeń. Któregoś wieczoru, Weronika zachciała przy usypianiu piosenkę o kościele :D Zaśpiewałam jej "Pan jest pasterzem moim". Po kilku razach nauczyła się jej na pamięć. Byłam w szoku, więc wyraziłam swoją radość mówiąc: "Werciu, znasz już całą piosenkę! Świetnie zaśpiewałaś", a ona na to: "źle, nierówno!". Skąd niby ona wie, że coś jest nierówno? Ech, może i jest to drobiazg, ale dla mnie ważny. Myślę sobie jednak, że to tylko początek tego, co ją czeka w procesie edukacji. Jak pomyślę o szkole od 5 roku życia, to jest mi słabo :D
Dzisiaj Weronika pierwszy raz dała się namówić na leżakowanie, ale "z lalą i koło Jacusia". Ciekawe, co z tego będzie.
Nie jest to przedszkole naszych marzeń. Któregoś wieczoru, Weronika zachciała przy usypianiu piosenkę o kościele :D Zaśpiewałam jej "Pan jest pasterzem moim". Po kilku razach nauczyła się jej na pamięć. Byłam w szoku, więc wyraziłam swoją radość mówiąc: "Werciu, znasz już całą piosenkę! Świetnie zaśpiewałaś", a ona na to: "źle, nierówno!". Skąd niby ona wie, że coś jest nierówno? Ech, może i jest to drobiazg, ale dla mnie ważny. Myślę sobie jednak, że to tylko początek tego, co ją czeka w procesie edukacji. Jak pomyślę o szkole od 5 roku życia, to jest mi słabo :D
piątek, 1 października 2010
Nie wiem, jak to będzie
Siedzę jak na szpilkach. Weronika jest dzisiaj pierwszy raz w przedszkolu. Dokładnie od 2 godzin 15 minut. W mojej głowie setki scenariuszy. Myślałam, że jestem wyluzowaną mamą, ale okazuje się, że ze strachu, że zrobią jej krzywdę mam palpitacje serca. Od dzisiaj zaczyna ją wchłaniać system. Dowie się, że są dzieci lepsze i gorsze, mądrzejsze i głupsze, niegrzeczne i posłuszne. Doświadczy szufladkowania i ram, według których będzie się zachowywać. Nie znaczy to, że w domu nie miała wyznaczonych granic, ale myślę, że w przedszkolu wygląda to zupełnie inaczej.
Masakra. Jestem rozedrgana.
A w domu taka cisza, że aż mi się nudzi. Chyba zacznę czytać zaległe książki albo zalegnę na kanapie czy co.
Masakra. Jestem rozedrgana.
A w domu taka cisza, że aż mi się nudzi. Chyba zacznę czytać zaległe książki albo zalegnę na kanapie czy co.
Subskrybuj:
Posty (Atom)